[ Zamknij ]

Nowe zasady dotyczące cookies
W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów na stronie Polityka Prywatności.


rejestracja

Dywagacje najmniejszego

Opublikowano: 12.04.2011
image

Jestem zwykłym dziennikarzem dodatku „Dom” Gazety Wyborczej w której mimo rozlicznych starań nie sposób zamieścić tekstów dłuższych i opatrzonych zdjęciami. A temat roślin energetycznych jako źródła grzewczego nie sposób wyjaśnić w kilku zdaniach. Zdjęcia są – poza wszystkim- wymowniejsze niż tony słów.

Od kilku lat polemizuję z autorami tekstów o niebywałych możliwościach jakie ma rolnik lub przedsiębiorca który na  min. dwóch hektarach  posadzi miscanta i będzie „opływał” w dotacje unijne oraz będzie ekologicznie ogrzewał swój dom. W przeciwieństwie ,bowiem od moich interlokutorów ja od  7 lat mam w ogródku miscanta , zbieram go , oprawiam i palę nim w piecu. Co prawda doprowadzam do chichotu  poważnych plantatorów gdyż moja plantacja ma – Uwaga 1 (słownie jeden) metr kwadratowy powierzchni i zbieram trzy (słownie TRZY) kubiki opału – niemniej nawet taki mikro – bambusiarz  powinien mieć prawo do debaty z plantatorami, którzy jak zazwyczaj im wykazuję bambus tylko sadzą.
I tyle wstępu.

Mowa będzie o roślinie Miskant olbrzymi (Miscanthus giganteus), zwanej potocznie w zależności od regionu naszego kraju : trzciną chińską lub  trawą słoniową  lub np. u nas na południu „polskim bambusem” lub po prostu „bambusem”. Miskant pochodzi z krajów Dalekiego Wschodu. W Europie uprawiany jest od prawie pól wieku głównie dla swoich walorów ozdobnych: Rośnie szybko, wysoko i stanowi świetne tło dla miłośników wszelakich traw ogrodowych, które sadzi się wokół niego. Jesienią , w odróżnieniu od wszystkich traw żółknie najpóźniej i „bambusieje” falując w podmuchach wiatru. Wydaje wówczas odgłos „szumu morza”.

Moim zdaniem energetyczny potencjał bambusa odkryli najpierw producenci brykietów w dawnych krajach Unii  i to wówczas gdy trociny stały się tak cennym surowcem dla przemysłu meblarskiego ,że brykiet przestał się opłacać. Dzięki korzystnym przepisom taki zachodni farmer obsadzał kilka hektarów bambusem ustawiał brykieciarkę, inwestował w maszyny do zbioru i mielenia bambusa a zarabiał na sprzedaży brykietu korzystając z tak niebywale preferencyjnych kredytów, dotacji ,że  musiał wyjść na swoje. Zainteresowani szczegółami powinni poszukać w sieci. Polscy rolnicy mogli uzyskać dopłaty na uruchomienie plantacji ale już  w 2010  roku miscant „zniknął” z formularzy. Korzystając z prawa prasowego wystosowałem stosowne zapytanie, do dziś nie otrzymałem na nie odpowiedzi, uzyskałem zaś nieoficjalną  informację która brzmi tak. Wiecie kto to jest „rolnik z wiejskiej”? Jest to ktoś kto kupił (od Agencji) kilka hektarów pola , następnie posadził na nim „coś” co gwarantuje maksymalne dotacje. Taka „plantacja” figuruje jedynie na „papierze” a  stosowne urzędy (urzędnicy-bądźmy sprawiedliwi”) pilnują aby  zbyt wielu się nie załapało , bo a nuż jakiś Super Express wykryje, opisze i nie będzie jak wybrnąć. Tyle w tym temacie. Pod koniec 2010 roku autentyczny rolnik ,który chciałby uruchomić plantację i produkcję paliwa na bazie bambusa  staje przed barierą formalno-prawno- skarbową nie do”przeskoczenia”.

Jako stary bambusiarz, goszczę zatem głównie pasjonatów. Posiadaczy kilkuarowego gruntu, którzy chcą mieć bambus na własne potrzeby.

Sadzam ich  w salonie przy moim piecu i  opowiadam, pokazuje tak.


Mam piec polski, popularny niegdyś model Żar (7 kW). W schowku po prawej stronie szczapy drewna rozpałkowego. Po lewej stronie przygotowany jako podpałka bambus.
W praktyce, żeby w piecu rozpalić  szczapy i bambus zużywają się podobnie. Bambus ma tę wyższość iż daje szybko znacznie wyższą temperaturę niż szczapy a przy okazji – co ważne dla amatorów - pachnie jak siano. Kto używa brykietów ( ja np. kupuje brykiety – mieszankę trociny plus węgiel brunatny) ma niebywałą wygodę. Dwa pęki bambusa na których układa się cztery kawałki brykietu i macie trzy, cztery  godziny  palenia w zadanej temperaturze.

Cała komora-palenisko wypełnione  bambusem wystarczy aby dokonać tzw. przepału czyli wypalić z rury kominowej osadzający się wewnątrz niej „nagar”.

Chodźmy na „plantację”.
Termin zbioru Bambusa jest przedmiotem sporu „plantatorów” Pierwsi forsują cięcie późną jesienią. Drudzy – wiosną . Duzi plantatorzy z reguły tną wiosną , czyli brykiet będzie produkowany latem i będzie czekał do następnej jesieni. Amatorzy tną jesienią żeby bambusem palić zimą a nie przechowywać.



Cięcie bambusa musi być mechaniczne. Na małych przydomowych plantacjach wystarczy ręcznie. Najpopularniejsza Piła łańcuchowa ma konkurenta: spalinową kosiarkę ręczną ( model z nożami metalowymi do karczowania małych krzewów).


Maszynowe ścinanie zostawia ściernisko o wysokości ok. 10 cm. Na użytek przydomowy ja np. ścinam te kawałki za pomocą szlifierki kątowej i tarczy widiowej do „gołej ziemi”. Bardzo się to przyczynia do „plenności” bambusa w następnym sezonie. Przy okazji zauważcie jak bambus „oczyścił” z innych roślin teren swojej ekspansji.

Teraz będzie ważne: Wszyscy : od ekologów wychwalających bambus  po szkółki ,które sprzedają sadzonki - stronią od podania takiej informacji: Pod tym ślicznie z gleby wystającym bambusem tkwi jego korzeń o długości CO NAJMNIEJ DWA metry w głąb. Im starsza hodowla tym głębiej i tym gęściej jest pod ziemią. Bambusowe korzenie są nieusuwalne w żaden ze znanych mi sposobów (a pytam o to zawsze podczas targów). Każde przecięcie korzeni bambusa sprzyja jego rozwojowi podobnie jak się to ma w przypadku perzu. Wyjęcie, wykarczowanie całkowite ziemi pod bambusem jest niemożliwe. Lemiesze, tarcze maszyn nie sięgają tak głęboko. Powierzchniowe zebranie ziemi skutkuje jedynie na taki czas - jaki korzenie które pozostały głębiej potrzebują na „wybicie się” na powierzchnię. Moja plantacja została posadzona w betonowym kręgu. Ja ograniczam się jedynie do dewastacji tego co spod kręgu wydostaje się co rok. Młody pędzik bambusa nic sobie nie robi z jakiejkolwiek znanej mi chemii, która powinna się wchłonąć zewnętrznie i wniknąć do warstwy korzeniowej. Rolnik ,który chce zainwestować w plantację – musi uważać  ten obszar ziemi za stracony. Musi przemyśleć co będzie jeśli jego bambus pod miedzą przeniesie się na pole sąsiada.


   
Każdy kto chce uprawiać bambus przemysłowo lub choćby na własny użytek powinien wiedzieć, że oprócz pola bambusowego musi mieć gdzieś obok kawałek wolnej powierzchni, żeby bambus przygotować do obróbki. Oto leży sobie wiązka. Zdjęcie nie pokazuje wszystkiego!. Kiedy będziecie odbierać zciete wiązki – żeby je gdzieś ułożyć do dalszej obróbki – sami zorientujecie się jak wiele „śmieci” bocznych liści będzie w trakcie tylko przenoszenia odpadało.


   
Prezentuję to na zdjęciu takim oto. Po lewej bambus celowo przycięty na wielkość pudełka, które widzicie na pierwszym, planie. Zauważcie ,że właściwych pędów bambusa jest w zasadzie tyle samo ile na objętość – liści (bambusowych „śmieci”) , które upychałem do pudełka. No i –jak widać w tle- jeszcze zostało….

Posprzątanie działki po zbiorze -powtarzam, bo to było we wstępie- JEDNEGO metra kwadratowego bambusowej plantacji z liści i bambusowych śmieci, które powstają podczas obróbki bambusa trwa DŁUŻEJ niż sam zbiór a przy nieco tylko większym wietrze jest niemożliwe. Porwisty wiatr sprawia ,że ja- co prawda- mam czysto w ogrodzie lecz sąsiad mój pobliski - „zamiedzowy”  mógłby się tu wypowiedzieć– gdyby choć jeden wyraz nadawał się do druku…



   
Tyle potrzebuje ktoś ,kto  na własne potrzeby hoduje bambusa. Cążki do drutu i drut wiązałkowy. Kto nie umie tymi cążkami jednocześnie ciąć i wiązać – potrzebuje jeszcze zwykłych kleszczy. Praca jest prosta. Wiązkę zebrać w garść ,uciąć kawałek drutu, owiązać zacisnąć.

   
A tak to wygląda po związaniu. Każdy użytkownik pieca, kominka sam dojdzie w praktyce do ustalenia optymalnej średnicy wiązki. U mnie jest to średnica 7 cm. Im silniej wiązka jest zciśnięta - tym lepiej. Układa się je podobnie jak drewno. Ja składam w pryzmy na krzyż. Przy ekskluzywnych domach  sąsiadów bambus przechowywany jest w specjalnie wykonanych „domkach”.


Domek taki to zwykła paleta (rzecz jasna bejcowana) do której dobija się naroża z desek i kryje deszczółkowym daszkiem. Jeśli bambusowe wiązki nie leżą całkowicie zanurzone w wodzie (gniją) to chwilowe deszcze w zasadzie im nie przeszkadzają. Rzecz jasna lepiej żeby wiązki nie były narażone na deszcze non stop.
   

  
Tu jako ciekawostka. Zwolennicy czystej ,nieskażonej ekologii krytykują drut wiązałkowy. Jak się okazało ,rzeczywiście pęczki bambusa można wiązać wykorzystując ich długie liście jako „łyko” wiązałkowe. Jak widać – „dało się” ale nie polecam.

   

   
No i koniec historii. W tym kominku widzicie bambus, którego wiązki zostały na długość przycięte tak ,żeby ładnie wyglądało. Ścinkowe resztki liści zostały tu potraktowane jako podpałka a wiązki pełnią rolę polan drewna.


Proszę też rzucić okiem na film – jak się w praktyce palą bambusowe wiązki. Jeśli zostaną silnie związane – palą się podobnie jak drewno…
   
Próba podsumowania
Podkreślam – zaledwie próba.
  1. Bambus jako paliwo jest  nieefektywny. Moim zdaniem zimowe zapotrzebowanie bardzo ciepłego (izolacyjnego) domu wymagałoby ok. hektarowej plantacji i zaangażowania maszyn.
  2. Na dziś (piszę ten tekst w lutym 2011 roku) na bambusach dorabiają się jedynie plantatorzy, którzy sprzedają sadzonki na portalach aukcyjnych.
Inaczej sprawa „się miewa” – jeśli bambus potraktujecie jako surowiec do produkcji pelet. W tej sprawie mam –moim zdaniem kilka informacji, które można by rozważyć. Kiedyś zawodowo miałem sympatyczny kontakt z mała wytwórnia pelet. Dowiozłem wiązkę mojego bambusa, który został w prostym urządzeniu przerobiony na trociny i „wyciśnięty” .   


Na sporym zbliżeniu prezentuję – być może pierwsze w kraju- bambusowe pelety (produkcję eksperymentalną).

Moim zdaniem plantacja miscanta plus maszyna do produkcji pelet jest jedynym rozwiązaniem dla kogoś , kto poważniej myśli o „polskim bambusie”.

Podsuwam również pomysł jaki był realizowany w zaprzyjaźnionym laboratorium a polegający na mieszaniu miału węglowego z „bambusowymi trocinami”.

W wersji brykietu bambus stanowiący ok. 40% masy brykietowej (węglowej) sprawował się znakomicie. Rozdrabnianie bambusa wymaga prymitywniejszego "umaszynowienia" niż rozdrabianie drewna. W tym upatruję istoty pomysłu…

 
Autor: Bousław Nowak



Katalog firm

Odnawialne źródła energii

Kotły na biopaliwa

Poradnik pompy ciepła

Kolektory słoneczne